piątek, 24 kwietnia 2015

Szale Malarskie na włóknach jedwabiu... i tkaninie też

Szale Malarskie... cóż to takiego? Tak nazwałam szale, które wyglądają jak malarska "przecierka". To taki inny sposób rozkładania wełny. Inny niż mnie uczono. Inny niż pokazywali w książkach. Inny niż sama uczę i w książkach pokazuję. Czyli to taka mieszanka zabawy i ekperymentów. A jeszcze jak mieszam wełnę z surowym jedwabiem (czyli inaczej czesanką jedwabną) - oprócz charakterystycznego dla jedwabiu pokarbowania, powstaje jeszcze dodatkowy efekt: kontrast między matem wełny, a połyskiem jedwabiu. Uwielbiam ten efekt.

Najczęściej szale malarskie wykonywałam na silk lapsie (luźno ułożonych włóknach jedwabiu), przez co szal był bardzo delikatny, cieniutki i ażurowy. Teraz też pobawiłam się z tkaniną. Efekt malarski jest podobny, ale nie ma ażurów. Więc...

Szal malarski na włóknach jedwabiu
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana

Szale Malarskie na tkaninie jedwabnej

zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana
zafilcowana


Moje szale można kupić lub zamówić na www.dawanda.pl/shop/zafilcowana
oraz na www.sklep-galeria.pl

Pozdrawiam filcowo :D

piątek, 20 marca 2015

Szalowo... kwiatowo..

Kiepsko znoszę przedwiośnie. 
I tak tęskniąc za podróżami... Azją... i kwiatami lotosu (które uwielbiam).. 
zaczęłam się bawić..
Powstał szal, filcowany na jedwabiu z wełny merynosów australijskich,
z dodatkiem surowego jedwabiu, inspirowany właśnie tymi kwiatami.


I następne... "Tulipanowe otulenie" czyli klasycznie, 
tylko w innych niż zwykle wersjach kolorystycznych:
kasztanowy brąz z dodatkiem turkusów i cieplej zieleni.


.. i czerń, czerwień i odcienie szarości. 
Wszędzie na tych szalach połysku dodaje surowy jedwab... 
w tym przypadku głównie w kolorze srebrnym.


Pozdrawiam kwiatowo :)

wtorek, 3 marca 2015

Filcowo... czapowo..

Za oknem znowu zima (a już zdążyłam cieszyć się wiosną)..
więc czas wrócić do tematu czapek. 

Filcowana ręcznie z wełny merynosów australijskich (18 mikronów),
dzięki czemu jest bardzo miła, gładka i delikatna w dotyku.
Kasztanowy brąz i odcienie czerwieni.
Dodałam do niej także surowy jedwab.
I przeszyłam bawełnianym sznurkiem.
Wykonana na zamówienie.


A tu odwrócona kolorystyka. Odcienie czerwieni i brąz. 
I także delikatna wełenka. 
I również jedwab i przeszycia.


I czapka "Srebrzysta" w komplecie do "Srebrzystego" szala.
Wełna merynosów australijskich... dużo surowego jedwabiu...  i nici jedwabne, które zdobyłam z birmańskiej tkalni :)


Pozdrawiam filcowo :)

niedziela, 28 grudnia 2014

Kominy dziergane na rękach.

Dla większości rękodzielników okres listopadowo - grudniowy to szczyt sezonu. Czasami czas ten zaczyna się już od września... ale grudzień to kumulacja tego okresu. Mikołaje, Gwiazdorzy, Aniołki, Gwiazdki i inne obdarowujące postacie, budzą się do życia i wpadają w amok prezentowy. Kupują, zamawiają... a my - zawaleni pracą, przemęczeni i niewyspani, zakasujemy rękawy - bo wiemy, że zaraz to szaleństwo pracy się skończy.. i w takim natężeniu pojawi się dopiero za rok. Kto śledzi moją stronę na facebooku (https://www.facebook.com/ZafilcowanaJustynaWrobelMikolajczyk) ten był na bieżąco z zamówieniami i wysyłkami... bo po blogu można by pomyśleć, że zapadłam w sen zimowy i zapomniałam o filcowaniu ;) No więc nie zapomniałam :) Dzielnie, jak inni rękodzielnicy, realizowałam zamówienia, choć w głowie kłębiły się pomysły na nowe projekty i realizacje. Ale na nie także przyjdzie czas.
I własnie w tym grudniowym szaleństwie, chcąc oderwać się i odpocząć - wybrałam się na warsztat dziergania kominów, organizowany przez Handimanię. W końcu to inne rękodzieło, więc można je potraktować jak oderwanie od pracy ;) I po godzinach w pracowni spędzonych w mydlinach i czesance - w domu odkrywałam włóczki i radość z dziergania:) Pierwszy komin - cały czarny - zrobiłam dla mojego męża. Drugi - z resztki wełny, która została po warsztacie - zrobiłam dla siebie. A później zaczęłam bawić się kolorami...


... mam jeszcze kilka kominów do udziergania - to głównie zamówienia wśród rodziny i przyjaciół. Także prezenty, które chcę zrobić dla bliskich. Więc bawię się tym :)
I odpoczywam. Teraz taki czas, że mogę w piżamie, w domowych pieleszach, zajadając się czekoladowymi babeczkami - po prostu odpocząć.

Pozdrawiam więc poświątecznie i piżamowo :)

PS. Na życzenia świąteczne już troszkę za późno, ale z noworocznymi zdążyłam ;)



Samych pomyślności w nadchodzącym roku :) 


czwartek, 13 listopada 2014

Warsztatowo - płaszczykowo

Ostatnie dni spędziłam w drodze. Odwiedzałam rodzinę, znajomych... Kilkadziesiąt godzin spędziłam w pociągach, choć w odrobinie nadrabiając książkowe zaległości;)
Ale przede wszystkim - byłam na warsztacie :)
Uczyłam się filcować płaszczyk od Anny Kantorysińskiej.
To był cudownie inspirujący czas. Wróciłam pełna wrażeń i pozytywnych emocji. Jejku... jak ja tego potrzebowałam! :) Takiego odpoczynku (bardziej dla głowy niż ciała;) ), zrobienia czegoś dla siebie, spojrzenia na filcowanie z zupełnie innej strony. Czuję się pozytywnie naładowana, a w środku wszystko aż tańczy :)

Powstał więc płaszczyk - oczywiście czarny;) Kto mnie zna, ten wie, że czarny dla mnie jest podstawą egzystencji;) A że bez motywów kwiatowo - liściastych by się nie obyło - no więc są. Płaszczyk wykonany jest w całości, bezszwowo z wełny merynosów australijskich (18 mikronów) na tkaninie jedwabnej. W dodatkach pojawił się także surowy jedwab i wełniane loki.


Ciałem już w górach, ale głową jeszcze nad morzem. Pozdrawiam jesiennie:)