Kwitnących szali ciąg dalszy

Inspiracja z inspiracji, czyli wariacje na temat...
Już nie kwitnący migdałowiec, jak w poprzednim poście, tylko... sama nie wiem... wiśnia może?

Podobnie jak poprzednio: szal na bazie ręcznie farbowanego silk lapsu, z dodatkiem wełen australijskich merynosów i surowego jedwabiu. Cieniutki, ażurkowy, delikatny i bardzo przyjemny w dotyku.
Tym razem szarości i popiele, odrobina czerni.. no i cała gama różowości, ciut bieli i zieleni.


A teraz pochwalę się radością:) Dostałam bowiem filcowy prezent:) W zasadzie jedwabno - filcowy. Przyjechał do mnie aż z Kazachstanu, więc tym bardziej jest mi miło zobaczyć, jak filcują gdzieś tam w innej części świata. No i któż nie lubi prezentów;)?


Pozdrawiam filcowo.

Komentarze

  1. kwitnący szal jest przepiękny aaaa przepiękny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oba szale przepiękne - jak Ty to robisz?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz