Pierwsze warsztaty w mojej nowej pracowni

Miały być dwie kursantki... ale przez awarię domowo-budowlaną dotarła tylko jedna. Miałyśmy filcować czapki lub kapelusze, skończyło się na filcowaniu szala ;) No tak bywa. Skoro się zrobił z tego warsztat indywidualny, to plany czasem się zmieniają. No i debiut mojej przydomowej pracowni. Jeszcze ściany bez obrazów, a w przedpokoju kartony... ale stół jest, wełna jest, czegóż chcieć więcej ;)
Czekam jeszcze na zdjęcie wyschniętego szala, ale warsztatowe co nie co już jest :)


Wszystkiego najlepszego dziewczęta w dniu naszego święta :D

EDIT:

Zdjęcia wyschniętego szala już mam:



Cieszę się bardzo z tego warsztatu i z tego szala, który podczas warsztatu powstał. Oczywiście, fakt uruchomienia przydomowej pracowni, po wielu miesiącach "na kartonach" też się tutaj przyczynił. Ale głównie chodzi o coś innego. O energię, którą emanowała Ewa. O jej pozytywne wibracje i uśmiech. O radość tworzenia, tym bardziej, że ten szal był pierwszym filcowym wyrobem, który zrobiła :) Ech... Bardzo mnie to cieszy... :D



Komentarze

Prześlij komentarz